poniedziałek, 25 czerwca 2007

Pierwszy weekend wakacji

Porobiły się małe zaległości, a wszystko to spowodowane naszym (czytaj: męskim) fiołem.

Od niespełna tygodnia codziennie wyruszamy na rowerowe eskapady. Codziennie zapuszczamy się coraz dalej i dalej. Już niedługo na pewno pojawią się tutaj pełniejsze opisy naszych wypraw. A na razie kilka fotek z minionego weekendu. Zaczęliśmy od imprezy na Zamku Książąt Pomorskich zorganizowanej z okazji Nocy Świętojańskiej. Niestety trafiliśmy na końcówkę pokazu walki wojów. Mieliśmy okazję zobaczyć jak w dawnych czasach wyrabiało się przedmioty, bez których dzisiaj nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić życia. Z tym, że kiedyś wszystko trzeba było robić ręcznie. Podsumowując była to niezła lekcja historii.
A w niedzielę wybraliśmy się do Parku Kasprowicza na galę ślubną. Posłuchaliśmy muzyki weselnej, a gwiazdą wieczoru był nie kto inny jak zespół Bayer Full! :) Muzyka jak ta lala, pokołysać się można było. Wcześniej jednak męska część udała się na na tor kartingowy, gdzie zebrali się miłośnicy quadów i motorów crossowych.

Cztery i pół kilo na głowie

na rowerach dojeżdżamy wszędzie

Olek na naprawdę wielkim quadzie

męska część rodzinki...

...i nasze kobiety

czwartek, 21 czerwca 2007

Wakacje...

Znowu post z małym poślizgiem...

20 czerwca odbyło się uroczyste zakończenie roku przedszkolnego w grupie Klaudii. Od września Klaudia będzie już w zerówce. Jak zwykle były występy artystyczne oraz wręczane dyplomy, . Gośćmi Klaudii byli: Mamcia i tegoroczny ( zaledwie kilkudniowy) absolwent tegoż przedszkola - Aleksander :) Tata niestety musiał pracować. Poniżej kilka fotek z uroczystości:

w trakcie występu

śpiewy również były

Kwiatki dla Pań

podziękowania...


A skoro były już zakończenia... To oznacza tylko jedno..... Rozpoczęły się...

W A K A C J E ! ! !

niedziela, 17 czerwca 2007

Rodzinnie tak...

Z samego rana faceci poszli na boisko dawnej podstawówki pograć w piłeczkę ( sportu nigdy za wiele). Dziewczyny oczywiście mały tak zwanego lenia i z nami nie poszły. Po powrocie i obiadku całą czwórką udaliśmy się na Jasne Błonia, do Parku Kasprowicza i na Różankę. Są to nasze ulubione miejsca spacerów, a dziewczyny miały okazję po raz pierwszy zobaczyć ogród róż.
W Różance trochę czasu spędziliśmy na placu zabaw. Dzieciaki miały okazję trochę poszaleć. W drodze powrotnej trochę czasu spędziliśmy na Błoniach, gdzie graliśmy w piłkę. Gralibyśmy jeszcze dłużej gdyby nie Kryśka, która ciągnęła do domu (jak to Kryśka). Po powrocie do domku, małej kolacyjce a raczej późnym podwieczorku męska część znów poszła na boisko , tym razem dokończyć mecz koszykówki rozpoczęty przed południem. I również tym razem Olek pokonał Tatę 10:6 (przed południem stan meczu 3:2).

na boisku

gabinet cieni?

w drodze na Jasne Błonia
(w tle: od tygodnia Aleja Jana Pawła II)

Różanka (Olek pstryka fotkę)

tysiące róż

kopnięcie sobie, piłka sobie...

ostatnio dość częsta minka Klaudii

wracamy do domu, Klaudia szczęśliwa, Olek nie całkiem...

sobota, 16 czerwca 2007

Olek żegna przedszkole...

Notka znowu z malutkim opóźnieniem, ale o tym w dalszej części...

15 czerwca odbyło się zakończenie roku szkolnego a tym samym pożegnanie z przedszkolem przez Aleksandra. Uroczystość była przepiękna i bardzo wzruszająca, o czym można było się przekonać spoglądając na Mamcię :) Były tańce, występy, wspomnienia i podziękowania - dzieciaki uzmysłowiły nam wszystkim jak bardzo przez ten okres spędzony w przedszkolu się zmieniły. Jak z takich zagubionych maluszków stały się pewnymi siebie, gotowymi na wyzwania i przygotowanymi do rozpoczęcia edukacji w szkole. Na pamiątkę Aleksander został obdarowany Dyplomem Ukończenia Przedszkola,pamiątkowym tablo, wielką księgą, piłką z rękawicami, bańkami mydlanymi w kształcie mikrofonu , gwizdkiem (całe szczęście że dość szybko się zapodział w domu). Po zakończeniu części artystycznej wszyscy udaliśmy sie na mały poczęstunek.

pamiątkowa fotka...

była również scenka w języku angielskim...

"tańczące rodeo"

prawdziwe zakończenie nie mogło się odbyć bez Poloneza

obdarowany pamiątkami i prezentami

w tym roku jeszcze jako widz, ale w przyszłym roku...

w podziękowaniu za włożony trud i okazane serce


Swoje upragnione wakacje Aleksander powitał nową fryzurą. A wieczorkiem poszliśmy z we trójkę ( bo Klaudia miała lenia) na obchody Dnia Wiatru. Obchody te odbywały się po raz pierwszy i zbyt dużej frekwencji nie było. Najważniejsze jednak , że bawiliśmy się świetnie, poganialiśmy po Błoniach, posłuchaliśmy jak grają na bębnach no i oczywiście atrakcja wieczoru - zespół Zakopower.

nowa fryzurka

z Mamcią na ławeczce

na scenie Zakopower

staliśmy najbliżej jak sie dało

nocne wariactwa z Mamcią


I tym oto sposobem wróciliśmy do domu delikatnie po 23, dlatego więc post jest z małym opóźnieniem...

środa, 13 czerwca 2007

E-rodzinka

Bajka na dobranoc.


Córeczka: - Co mi opowiesz?
Tata: - Opowiem Ci bajkę na dobranoc. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami żyła sobie księżniczka, która miała na imię Julia. Ta księżniczka razem z królewiczem jeździła na motocyklu. Zwiedzali sobie cały teren wokół swego domu i jeździli nad jezioro...
Córeczka: - Tak jak ja!
Tata: - Tak jak Ty! Kąpali się w jeziorze też razem...
Córeczka: - Tak jak ja! Ja też się kąpałam z mamą i tatą... z tobą i z tobą
Tata: - I ze mną też... Któregoś razu pojechali bardzo daleko nad bardzo duże jezioro i...
Córeczka: - Dalej...
Tata: - I nie mogli wrócić do domu...
Córeczka: - Dalej...
Tata: - Dopłynęli do wyspy małej
Córeczka przytulona do mamy: - Będę spała koło tatusia.
Mama: - Nie. Pożegnaj się z tatusiem, bo już wyłączymy komputer. Trzeba spać w łóżeczku.
Córeczka: - Pa, pa, pa, pa, pa, pa, papa, papa...
Tata: - Pa, pa, kochanie. A buziaka dostanę?
Córeczka śle mnóstwo całusów.
Mama: - Cześć, mąż.
Tata: - Do jutra.
Córeczka: - Ja wyłączę, mamo!

On za chlebem w Anglii, Szkocji czy Irlandii. Ona w kraju. Rodziny na odległość przeżywają - jak twierdzą - "odświeżenie uczuć". Odbywa się ono przez internet. E-tata opowiada bajki na dobranoc. E-mama pomaga gotować obiady na odległość, a E-dziecko bawi się w chowanego z E-tatą.

znalezione w : Angora nr 24


Jakie to szczęście móc opowiedzieć bajkę swojemu dziecku leżąc koło niego... Iść w niedzielę za rękę na spacer... Dać buziaka na dobranoc... Tak naprawdę... Nie przez internet...

poniedziałek, 11 czerwca 2007

Wyczerpująca niedziela

W związku z tym, że męska część rodzinki dosyć późno wróciła z koncertu "Hity na czasie" - post ten pisany jest z malutkim opóźnieniem. Ale od początku...

Nareszcie dzieciaki wróciły od babci. Od razu w domu ruch i hałas. Brakowało tego... Po szybko zrobionym obiadku udaliśmy się (bez mamy niestety - jak zwykle w pracy) nad Odrę, by choć przez chwilę wziąć udział w tegorocznych Dniach Morza. Pierwszy raz w powojennym Szczecinie Dni Morza nie odbywały się na Wałach Chrobrego tylko na Starówce, która nie tak dawno została przejęta przez miasto.Mieliśmy okazję przejść się po moście pontonowym, który został specjalnie na tą okazję zbudowany. Bawiliśmy się świetnie. Dzieciakom szczególnie podobało się w sektorze dla nich przeznaczonym, gdzie odbywały się gry , zabawy i konkursy. Naszą wewnętrzną rywalizację wygrał Olek, ale to tylko dlatego, że Klaudia stała w kolejce na zrobienie tatuażu.
I tak niestety czas bardzo szybko mijał. Do domu wróciliśmy troszkę zmęczeni atrakcjami jakie mieliśmy i słońcem, które nieźle dawało.

A oto parę fotek z Dni Morza:

mała Księżniczka w paszczy wielkiego smoka

wbrew pozorom łowienie rybek i żabek nie jest zajęciem łatwym

z puzzlami już takich kłopotów nie było

czekanie opłaciło się - na ramionach dwa tatuaże

aż tak wielkich baniek codziennie się nie robi...

most pontonowy - niecodzienny widok i okazja

Dni Morza na Starówce

Nam facetom jednak wrażeń było mało. Postanowiliśmy, że idziemy jeszcze walnąć decybelami po uszach. A okazją była imprezka Radio Eska - "Hity na czasie". I małe spostrzeżenie - dopóki koncert był transmitowany na żywo było nawet nieźle. Po zakończeniu transmisji tv wszystko się niestety posypało. I było po koncercie...

byliśmy dość blisko sceny


sobota, 9 czerwca 2007

Cisza w domu

Dzieciaki od wczoraj u babci i wcale nie śpieszą się z powrotem do domu, chociaż prawdopodobnie Olek był już blisko. Bo babcia kazała jeść zupę. I miał już dość weekendu u babci, ale po jakimś czasie mu przeszło. Według telefonicznych relacji dzisiaj był pierwszy w tym roku wypad na kąpielisko i pierwsza w tym roku pluskanie na otwartym basenie. I w ostatniej chwili zdążyli wrócić przed burzą.

Pusto jakoś w domu się zrobiło... Cicho tak jakoś... I pogody nikt właśnie teraz nie ogląda... Mamcia korzysta z okazji i odsypia... Pusto jest...

czwartek, 7 czerwca 2007

Zakaz handlu w święta

Nie zrozumie tego ten, kto nie musiał i nie musi w święta ani w niedziele pracować. Niestety nasza Mamcia pracuje właśnie w handlu. Całe szczęście jednak, że dziś nie musiała iść do pracy. Mogliśmy ten czas poświęcić dla siebie. Radość dzieci, radość rodziców...


Dzisiejszym dniem cieszyliśmy się razem


A u nas? Dziewczyny od samego rana czyniły przygotowania do procesji. Pierwszy raz Klaudia brała w niej czynny udział i sypała płatki. Mimo panującego upału, z radością dotrwała do końca.


w oczekiwaniu na procesję







W czasie, gdy dziewczyny były na procesji chłopaki wybrali się na mały spacerek. Zawędrowaliśmy na Zamek i dostrzegliśmy, że czynna jest wieża widokowa. Ostatnio męska część rodzinki była na niej ładnych parę lat temu. I mieliśmy już plan na popołudnie: przyjdziemy z dziewczynami i pójdziemy na wieże.
Jak pomyśleli tak zrobili. Po obiadku na zamek wybraliśmy się we czwórkę. Kupiliśmy bileciki i na górę! Po drodze mieliśmy okazję zobaczyć Wahadło Foucaulta, które ukazuje ruch Ziemi wokół własnej osi. Jest to 76 kilogramowa kula zaczepiona na stalowej linie o długości 28,5 metra. W ciągu pięciu minut ziemia przesuwa się o jeden stopień, co mieliśmy okazję zaobserwować.

jeszcze tylko dokończyć loda i na górę

Wahadło Foucault'a

mimo, że to tylko 35 metrów miasto wygląda całkiem inaczej

takich schodów jest 204


wahadło przesunęło się o 8 stopni, to znaczy że na wieży byliśmy 40 minut


Szkoda, że kolejny taki wypad będziemy mogli sobie zrobić dopiero za dwa tygodnie. Dlatego jesteśmy jak najbardziej za tym, by zakazano handlu w niedziele i święta.

wtorek, 5 czerwca 2007

Uzupełnień ciąg dalszy

Kilka ujęć z wielkiej majówki, która odbyła się w Parku Kasprowicza. Poszliśmy we trójkę (tym razem mama w pracy) ale później bawiliśmy się już całą rodzinką. Szkoda tylko, że wieczorek zrobił się chłodny i nie wytrzymaliśmy do końca koncertu Czerwono-Czarnych, którzy w tym roku obchodzą czterdziestolecie ( to więcej niż ma tata :). Ach, kiedyś to była muzyka...

na skuterku Straży Miejskiej

Jak siostra to ja też chcę...

...w promieniach wiosennego słońca...

pozjeżdżać było trzeba

na scenie czerwono-czarni

?